Jestem stażystką. Stażystką w Gminie swojej małej miejscowości. Co za tym idzie, mogę przedstawić pracę w urzędzie zza drugiej strony barykady, bo jednak nie taki urząd straszny, jak go malują.
Przygodę z Gminą zaczęłam od praktyk. Jako że się uczę już ponadlicealnie - zaocznie - muszę mieć przepracowane 160 godzin. Swoją drogą, jestem całkowicie przeciwna takiej formie 'pracy', bardziej mi to przypomina darmową siłę roboczą, no ale cóż, nie o tym chciałam. Zauroczyłam się kompletnie ludźmi którzy pracują tutaj (dobra, taką jedną osobą szczególnie). Po zrobieniu tych wymaganych godzin praktyk stwierdziłam, że chciałabym jednak zostać tu dłużej. To też zakręciłam się w temacie stażów, no i mam! Po zgodzie ze strony Gminy na przyjęcie mnie, po zarejestrowaniu się w Urzędzie Pracy, po podpisaniu miliona dokumentów, finalnie po miesiącu czekania dostałam staż! Ale że mam zamiar iść na studia dzienne, nie będę miała przyjemności spędzić tu całego okresu jaki dostałam, tj. 7 miesięcy. Ostatni miesiąc, jaki bym tu była, to październik, a jak powszechnie wiadomo studia zaczynają się również w owym miesiącu...
To tak by było pokrótce, skąd się tu wzięłam. A skoro już tu jestem, to podzielę się z wami moimi urzędowymi spostrzeżeniami, śmiesznymi historiami i wszystkim co może pokazać, że pracowanie tu - tak jak powszechnie się uważa - nie jest nudne, ani monotonne.
To może być dość ciekawe... Wiele osób z chęcią się dowie co tak na prawdę wyprawia się w takich miejscach. I dlaczego często krążą tam czarne chmury...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Randaksela
KLIKNIJ tu a zobaczysz mojego bloga
Lub TU, tu też możesz =)